Kilimandżaro 2008 – Mimo Wszystko - wersja tekstowa


strona główna




Aktualności - | O projekcie - | Uczestnicy - | Plan wyprawy - | Ciekawostki - | Dziennik z podróży - | Informacje dla prasy - | Kontakt - | Bannery - | Media o nas - |


Pierwszy dzień wspinaczki - wersja graficzna tekstu

Załączniki do tekstu
[JPG]
[JPG]
[JPG]


Początek wyprawy na szczyt był wyjątkowo trudny. Zdarzyło się coś czego nikt z nas nie był w stanie przewidzieć…

To był bardzo ciężki dzień. Poprzedniej nocy część z nas położyła się o godzinie 1-2. Skręcaliśmy nosze alpejskie, Jarek Rola skręcał rower, a wcześnie rano trzeba było wstać, spakować rzeczy do autobusu. Okazało się, że wózki i rower musimy załadować na dach. Inaczej się nie pomieścimy. Nie było odpowiednich mocowań, musieliśmy trochę „powalczyć”, ale się udało. Autobus wyglądał wprawdzie jak piramida Cheopsa, ale ruszyliśmy. Kiedy byliśmy w Parku Narodowym, niedaleko bramy przez którą zaczyna się podejście na szczyt kierowca autobusu nagle zahaczył o kabel elektryczny. Wszystkie wózki i rower Jarka spadły z hukiem na ziemię. Szczęściem w nieszczęściu było to, że nikt akurat nie przechodził drogą. Niestety okazało się, że wózki alpejskie na których mieli być wiezieni Angelika i Piotrek zostały zniszczone: powykoślawiało kółka, ramy, połamały się siedziska. Dojechaliśmy na parking i zaczęliśmy je naprawiać. To opóźniło nas o kolejne dwie godziny. Ostatecznie wyruszyliśmy dopiero około godz. 15. Szybko okazało się, że bez pomocy kilku osób wózki nie pojadą. Koła były w fatalnym stanie. Na dodatek poruszaliśmy się dzisiaj po podłożu wulkanicznym (przypomina to trochę pokruszony pumeks), który stwarzał dodatkowy opór. Trzeba było je pchać w kilka osób. Na szczęście jakiś dobry duch sprawił, że w połowie trasy znaleźliśmy w krzakach sprawny wózek alpejski i Piotrek mógł się na niego przesiąść. Udało nam się trochę przyśpieszyć. Nie łatwo było też pokonać dzisiejszy odcinek osobom poruszającym się o kulach. Krzysiek Głombowicz przeszedł mały kryzys. Jego kule co krok się zapadały. Było mu niezwykle ciężko, ale postanowił iść dalej i dotarł do obozu. Jarek Rola jedzie dzielnie na swoim rowerze. Udało mu się dzisiaj w ten sposób pokonać cały odcinek. Tanzańczycy, którzy obsługują naszą wyprawę nie tylko nas wspomagali, ale starali się też podsycać dobre humory. Nauczyli nas m.in. piosenki o Kilimandżaro. Śmiejemy się, że będziemy ją śpiewać jeszcze długo po powrocie do Polski. Ostatecznie udało nam się około godz. 20 dotrzeć w komplecie do Marangu Gate-Mandara Hut na wysokości 2700 m n.p.m. I to jest najważniejsza wiadomość dzisiejszego dnia! Jutro o godz. 5.30 wyruszamy dalej. Przed nami 12 kilometrowy odcinek. Cel – obóz Horombo Hut na wysokości 3720 m n.p.m.

 


1 października 2008
Data modyfikacji : dn. 2 października 2008

Zawartość działu

| Aktualności |

| O projekcie |

| Uczestnicy |

| Plan wyprawy |

| Ciekawostki |

| Dziennik z podróży |

| Informacje dla prasy |

| Kontakt |

| Bannery |

| Media o nas |


|Level Triple-A conformance icon, W3C-WAI Web Content Accessibility Guidelines 1.0| Valid XHTML 1.0!| Valid CSS!|

ostatnia aktualizacja serwisu: 13.05.2010
liczba osób, które odwiedziły nasz serwis: 230.005


Kilimandżaro 2008 – Mimo Wszystko - wersja tekstowa
redakcja serwisu

© 2003-2012 Kilimandżaro 2008 – Mimo Wszystko - wersja tekstowa.
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Przy wykorzystywaniu materiałów wymagane jest podanie źródła.